poniedziałek, 4 stycznia 2021

Pierwsza trzydniówka...

... w szpitalu już za mną. Było całkiem dobrze, miłe współtowarzyszki, bardzo dobre jedzenie, sympatyczny personel itp.  

Trochę gorzej po powrocie do domu. Właściwie dopiero dziś (a wyszłam po południu w Sylwestra) doszłam do siebie. Jakieś perturbacje żołądkowe, do tego skokowo podwyższony cukier, ogólna senność itp. Zupełnie inaczej niż przy pierwszych chemiach przed czterema laty...

Nic to. Dam radę wszystkiemu. Kolejne wyzwanie 19 stycznia. Przedtem, oczywiście, kolejny wymaz, to już chyba będzie piąty albo szósty. Gmeranie w nosie to już dla mnie chleb powszedni...  

wtorek, 22 grudnia 2020

Inne Święta

 Zapewne takie będą w tym roku przez zarazę...

Może trochę smutniejsze przez ograniczony limit osób przy stole, może przez to, że właśnie covid kogoś zabrał  lub unieruchomił gdzieś w świecie i nie pozwolił przybyć. No i ta ohydna aura, dodatkowy ,,bonus''. 

U nas też dylematy rozmaite, ale mimo to cieszymy się perspektywą spotkania, choinki, potraw, na które się cały rok czeka itp. A największa radość to patrzenie na wnuki, ich zachwyty nad prezentami, fascynację ozdobami na drzewku i licznymi dekoracjami, które są dziełem mojej uzdolnionej Synowej.

Cieszy mnie też, że mimo pewnego osłabienia i konieczności ciągłych rajdów między szpitalami, udało mi się przygotować wszystko jak zawsze, zgodnie z rodzinną tradycją. Jeszcze jutro kilka zadań kuchennych do realizacji, ale to w gruncie rzeczy drobiazgi, więc nie męczące.

Kochani! Niech i Was jak najbardziej cieszą te święta 2020, mimo że tak  nietypowe!

wtorek, 8 grudnia 2020

Ruszyło!

Wreszcie się doczekałam konsylium i początku terapii...

Łyżką dziegciu jest tu niewątpliwie fakt, że chyba jeszcze przed świętami czeka mnie  kilkudniowe zapakowanie do szpitala, ale nic to, byle wypuścili na Wigilię... Jutro mam nadzieję dowiedzieć się więcej o tym, co mi tym razem nakapie do żyły. Zdaje się, że coś nowego, bo podpisałam zgodę na program pilotażowy. Cokolwiek to jest, przyjmę z dobrodziejstwem inwentarza, wierząc że pomoże! 

Jakoś tylko muszę poukładać sobie sprawy świąteczne, by pogodzić wszystko. Myślę, że się uda...

piątek, 20 listopada 2020

OJ, nielekko...

Tak się martwiłam, że to ostatnie badanie diagnostyczne się odsuwa w czasie... Gdybym ja wiedziała, do czego mi się tak spieszyło!

Najgorszemu wrogowi nie życzę bronchoskopii... Wiem, pewnie są jeszcze większe ,,przyjemności'', które medycyna ma w rezerwie, ale mnie do wczoraj nic gorszego nie spotkało. Gardło jakby porżnięte żyletką, mówić się nie da, każde przełknięcie boli... 

I tak mnie wzięli z zaskoczenia, bo spodziewałam się zupełnie innego zabiegu. Jedyny plus, że puścili praktycznie po 24 godzinach do domu. Głodną okrutnie, bo śniadanko już mi się nie należało... 

Porównanie ,,mojego'' szpitala z Akademią zdecydowanie na korzyść tego pierwszego. Taki przykład pierwszy z brzegu - nie sposób było osiągnąć w łazience ciepłej wody. Już nie mówię o gorącej, ale choćby letnia by mnie zadowoliła... A tu lodowatość z kranów i prysznica... 

Nic to, przeżyłam, wynik badania za 10 dni, potem wreszcie konsylium i leczenie. Uwierzycie, że zaczęłam już wręcz marzyć o chemii?!...

wtorek, 10 listopada 2020

Plusy i minusy

 Dziesięć dni mojej izolacji zaowocowało między innymi tym, że wyjedliśmy do czysta wszystkie zapasy. Szczególnie warzywno-owocowe. W tak zwanym międzyczasie, owszem, nieoceniona nasza przyjaciółka Beata dostarczyła to i owo (głównie jabłka dla Małża, bez których ten nie egzystuje) , niemniej stan na dziś to były dwie marchewki, pięć ziemniaków i jedna mała cebulka...

Okoliczna policja wizytowała mnie regularnie, czasem nawet nie zdążyłam podejść do okna, wystarczała deklaracja słowna ,,już lecę!''... Zanim się wychyliłam, już widziałam tył radiowozu.

Dziś moja izolacja się zakończyła. Niestety, teraz Małż ma jeszcze przed sobą jeszcze tydzień ,,niewoli''... W tej sytuacji ja, jako osoba ,,spieszona'', czyli bez prawa jazdy, poniekąd takoż. A tu rzeczywistość skrzeczy! Nic to, wielką listę pora sporządzić i udać się w zacnym towarzystwie przyjaciół po aprowizację. 

Od dwóch dni usiłuję się dodzwonić do szpitala, by uzyskać nowy termin badania. Zdaje się, że brak jakiejkolwiek reakcji na bodajże 30 parę prób uzyskania połączenia to czeski błąd w podanym mi numerze. Właśnie do tego doszłam. Nic to, w czwartek od rana będę czatować. Może się w końcu uda?..


Cały czas jednak najważniejsze, że obojgu nam nic nie dolega, objawów zero!




niedziela, 1 listopada 2020

Zezowate szczęście

 Czy to nie złośliwość losu? Gdy już wreszcie udało mi się dotrzeć do szpitala, gdzie miało się odbyć ostatnie diagnozowanie  przed leczeniem, nagle test na covid okazał się pozytywny?.... Póki co, objawów jakichkolwiek brak, może i test nałgał, kto wie? Ponoć średnio jeden na sto jest fałszywie dodatni. . Tak czy siak sprawa znów się odsuwa o parę tygodni.

środa, 28 października 2020

Radosne zde-maskowanie

 Pierwsza część terapii za mną. No, łatwo nie było. Przed rozpoczęciem naświetlań głowy wykonano mi indywidualną maskę  (stylówa na Hannibala L.) na całą łepetynę, dość straszną już z wyglądu, a co dopiero w użyciu...

Zabiegów niby niewiele, bo zaledwie pięć. Skutków ubocznych zero, aż się doktor dziwił. Ale przy każdym, poza ostatnim - dzisiejszym -  naświetlaniu jakieś drobne problemy przedłużające czas ,,zakucia''. W dodatku twarz z dnia na dzień jakby lekko obrzmiewała, więc pod maska robiło się coraz ciaśniej. Dlatego, gdy dziś wyszłam z ostatniej rundy, aż sobie na głos zaśpiewałam ,,Freedom, freedom''!

Takie miałam małe marzenie, marzonko rzec by można: gdybym tak mogła dostać młoteczek i tę maskę, która i tak idzie do jakiejś formy utylizacji, osobiście unicestwić! No, nie wyszło, trudno...

Przede mną teraz jeszcze 2-3 dni pobytu w Akademii, ostatnie inwazyjne badanie diagnostyczne i wreszcie ustalenie dalszego leczenia. Mama nadzieję, że już w formie łagodniejszej od maski. Bo na pozostałe zajęte organy raczej się jej nie da założyć...


A tak generalnie, Kochani, czuję się, póki co, naprawdę dobrze, czego i Wam nieustająco życzę!



Pierwsza trzydniówka...

... w szpitalu już za mną. Było całkiem dobrze, miłe współtowarzyszki, bardzo dobre jedzenie, sympatyczny personel itp.   Trochę gorzej po p...